Pierwsze polskie miasto w Wielkiej Brytanii
18 luty 2008 / Źródło: Praca i życie za granicąAż trudno uwierzyć, że to Huntingdon we wschodniej Anglii przyciągnęło 2 tys. Polaków Brzmi trochę jak nazwa jakiejś chińskiej miejscowości. Ale to właśnie tu, w Huntingdon, 15 mil na północ od Cambridge, w ciągu niecałych trzech lat zebrała się dość liczna grupa Polaków.
Uczą się, pracują, zakładają rodziny – po prostu żyją. Jedni tylko na sezon, inni przyjechali na kilka lat, ale już tak wtopili się w klimat, kulturę, że nie potrafią powiedzieć, czy w ogóle wrócą.
Dobre wieści szybko się roznoszą– Jeszcze 3,5 roku temu usłyszeć tu polską mowę było czymś niezwykle rzadkim – wspomina Darek, który trafił do Huntingdon z farmy truskawek w Szkocji. Darek, choć jeszcze nie pracuje w swoim zawodzie, wierzy, że wreszcie uda mu się założyć biały kitel. Dziś sam jest trochę zaskoczony, kiedy dowiaduje się o liczbie mieszkających w tym mieście Polaków. Z drugiej strony nie jest jednak zdziwiony tym faktem, bo to miejsce skupia w sobie wszystkie te elementy, które na co dzień człowiekowi są potrzebne. Przede wszystkim praca. Huntingdon to duża strefa przemysłowa. Wiele tu fabryk i zakładów produkcyjnych, a więc większe możliwości znalezienia zatrudnienia. I właśnie wieści o tym, przekazywane znajomym i rodzinie, sprawiały, że zjeżdżało tu coraz więcej ludzi. – Poza tym wszędzie jest blisko. Niby małe miasteczko, a wszystko w zasięgu ręki: banki, kino, szpital, supermarkety, centra rozrywki, ośrodki sportu i rekreacji, parki, a nawet polski kościół – wymienia absolwent pielęgniarstwa. Oprócz tego dobre usytuowanie miejscowości.
Z Huntingdon wyjeżdża się wprost na autostrady, które prowadzą do Cambridge czy do stolicy Wielkiej Brytanii. Do Londynu można dojechać pociągiem w niecałe 45 minut. To dobre również dla tych, którzy szukają większych rozrywek poza miastem.
Znajomość angielskiego szansą na sukcesJuż nie jest tak łatwo jak kiedyś, gdy na rynku pracy istniał spory deficyt i przeciętny Kowalski bez znajomości języka dostawał pracę z marszu. Ludzi napływa coraz więcej, w związku z czym i wymagania pracodawców się zmieniły.
Osoba bez podstaw angielskiego nie ma szans na znalezienie dobrej pracy. Za to ci, którzy władają dobrze językiem angielskim, mają doświadczenie, referencje i odpowiednią edukację, nie powinni się martwić. Zapotrzebowanie na informatyków, specjalistów od elektroniki i elektrotechniki wciąż jest duże. Miejsca pracy czekają też na recepcjonistów, kucharzy czy kelnerów.
Specyficzna sytuacja panuje w branży budowlanej, bo choć i tu poszukiwani są fachowcy, to Polakom bez angielskiego doświadczenia w tym sektorze trudno się przebić. – Jeśli już znajdzie się potencjalnego pracodawcę, trzeba go jakoś przekonać, że polskie doświadczenie w budowlance nie jest gorsze od miejscowego. Przeciwnie, czasem nawet lepsze – mówi Marcin, specjalista w układaniu płytek, który wpadł na pomysł, by pokazać zdjęcia zrobionych przez niego kuchni czy łazienek. – Nie miałem nic przeciwko, by mnie sprawdzono. Pracodawca wziął mnie na testy i przekonał się, że potrafię zrobić to, co na fotografiach – dodaje.
Choć angielski Marcina nie był wtedy najlepszy, dla firmy okazały się cenniejsze jego umiejętności. Teraz Marcin prowadzi działalność już na własny rachunek.
Pracy w tym fachu trzeba często szukać, wertując prasę czy ogłaszając się samemu, przynajmniej w rejonie Huntingdon. Najbliższa agencja rekrutacyjna, która zajmuje się tą branżą, mieści się w Cambridge (APS Recruitment Limited).
Najnowsze komentarze
Wszystkie komentarzeTen artykuł nie był jeszcze komentowany. Bądź pierwszy!

